Share|

Lunarie Wood

avatar
Lunarie Wood
Female Skąd : Londyn
Liczba postów : 25
Zobacz profil autora
PisanieTemat: Lunarie Wood  Sob Paź 27, 2012 11:15 pm


Wszystkie głosy w Wielkiej Sali umilkły, a twarze uczniów zwróciły się w kierunku profesor McGonagall, która ułożyła już na wysokim taborecie Tiarę Przydziału. Był to stary, wysłużony kapelusz, jednak wszystkie oczy wpatrywały się w niego z zapartym tchem. Szew tuż przy rondzie rozpruł się szeroko i Tiara zaśpiewała.

Choćbyś swą głowę schował
Pod pachę albo w piasek,
I tak poznam kim jesteś,
Bo dla mnie nie ma masek.
Śmiało, dzielna młodzieży,
Na głowy mnie wkładajcie,
A ja wam zaraz powiem,
Gdzie odtąd zamieszkacie.
Gdy skończyła na sali rozbrzmiała burza oklasków. Dyrektor wkrótce uciszył je delikatnym uniesieniem ręki. Profesor McGonagall odchrząknęła i rozwinęła długi pergamin, który trzymała w dłoniach. Przebiegła wzrokiem po liście, po czym wykrzyknęła.
- Lunarie Wood! - z tłumu pierwszoroczniaków wystąpiła dziewczynka o jasnych, pofalowanych, sięgających jej do pasa włosach i niebieskich oczach. Zdawała się być nieco zdenerwowana i bardzo przejęta. Z lekkim trudem usiadła na wysokim krześle wciskając na głowę tiarę, która opadła jej aż na oczy. Ręce wciąż mocno zaciskała w kciuki, chociaż trzęsły się niemiłosiernie. Przed Tiarą nic nie dało się ukryć i od razu poznała, że jest to osoba nad wyraz odważna i inteligentna. Lunarie nigdy nie bała się powiedzieć tego co myśli, nawet jeśli miałoby jej się za to oberwać. Zazwyczaj miała swoje zdanie na każdy temat, niektórym wydawała się przez to nieco przemądrzała. Zawsze stawała w obronie słabszych i niewinnych, nie mogła patrzeć na cudzą krzywdę, chociaż potrafiła dokopać temu, komu się to należało. Piekielnie inteligentna, posiadająca sporą wiedzę na różnorakie tematy, zawsze z nosem w książce, chłonęła wiedzę niczym gąbka i umiała ją później wykorzystać. Miała wysoko rozwiniętą zdolność logicznego myślenia i na poczekaniu potrafiła wpaść na jakiś świetny pomysł, by wyjść z kłopotów, w które dość często się pakowała. Prócz swego tęgiego umysłu posiadała również marzycielską dusze i często zdarzało jej się wpaść na coś, gdy pochłonięta była rozmyślaniem na różnorakie tematy. Już od pierwszego dnia w Hogwarcie była bardzo ciekawa co kryją mury tego zamku, można nawet powiedzieć, że nie tyle ciekawa, co ciekawska. Chciała znać odpowiedź na każde zadane przez nią samą i nie tylko pytanie. Odpowiedzi na nie najczęściej szukała w książkach, lub podczas dociekliwej rozmowy z jakimś nauczycielem. Grono pedagogiczne zawsze darzyła ogromnym szacunkiem i z uwagą przysłuchiwała się nawet najnudniejszym lekcjom. Była ogromnie sympatyczna i uprzejma, praktycznie dla każdego, chociaż mimo to trudno jej było nawiązywać nowe znajomości, gdyż często lubiła wtrącić swoje trzy grosze i większość uważała, że się po prostu wymądrza. Szef rozdarł się ponownie, a Tiara krzyknęła.
- (dom, uzupełnia go administracja)! - pospiesznie zdjęła kapelusz i ruszyła w kierunku stołu wspólnego (nazwa domu), gdzie została powitana gromkimi brawami innych uczniów.

***

Od Ceremonii przydziału minęło już sześć lat. Przez ten czas niewiele się zmieniła. Może tylko urosła sporo, ale nie różniła się wzrostem od swych rówieśników, nadal była szczupła i brakowało jej kobiecych kształtów. Posiadała alabastrową cerę, a na policzku dwa pieprzyki, które dodawały jej uroku. Zdawać się mogło, że jasne włosy wcale nie podrosły przez ten czas, ale było tak dlatego, że przycinała je regularnie i od zawsze sięgały jej one do pasa. Niebieskie, jasne oczy w kształcie migdałów jak zwykle wodziły po pokoju wspólnym obdarzając wszystkich zaciekawionym spojrzeniem. Na pociągłej twarzy uwieńczonej nieco zadartym, zgrabnym noskiem i malinowymi, pełnymi ustami widoczny był delikatny, tajemniczy uśmiech.. Sobotni wieczór spędzała w Pokoju Wspólnym jak zwykle pochylona nad książką, zasiadała w swym ulubionym fotelu krzyżując nogi. Ubrana była w koszulkę z logiem Harpii z Holyhead, jej ulubionej drużyny Quidditcha, getry w czerwono-czarne pionowe paski i wełniane skarpetki, które sama zrobiła na drutach. Oderwała się od swego zajęcia, gdy podszedł do niej jeden z prefektów domu, który na prośbę opiekuna prowadził spis uczniów zostających na święta w Hogwarcie.
- Cześć, jak się nazywasz? - zagaił wesoło.
- Lunarie Wood, ale wszyscy nazywają mnie Luną, może dlatego, że tak jest krócej.
- Jesteś z tych średniozamożnych czystokrwistych Wood'ów?
- Tak. Mój ojciec jest aurorem, a moja matka uzdrowicielem w Mungu.
- A masz jakieś rodzeństwo?
- Tak. Młodszego brata.
- Dlaczego zostajesz na święta w Hogwarcie?
- Mieliśmy jechać całą rodziną do ciotki w góry, ale postanowiłam, że zostanę w szkole, żeby się pouczyć, w końcu w tym roku, materiał jest dość trudny, a nie chcę go zawalić. Zdałam wszystkie sumy i chcę równie dobrze wypaść na owutemach... Tak, wiem, że to za rok.
- Aha... Słyszałem, że jesteś dobra z zaklęć?
- Tak, uwielbiam zaklęcia prawie tak bardzo jak Quidditcha. Kiedy wsiadam na miotłę, to czuję, że żyję, ale nie odważyłabym się zagrać z kimś ze szkolnych reprezentacji, wszyscy są tacy dobrzy... Prócz zaklęć bardzo lubię transmutację, obronę przed czarną magią i eliksiry. A właściwie uwielbiam się uczyć, czytać i zdobywać informacje na każdy temat.. Ale za to nie przepadam za wróżbiarstwem.
- Też tego nie lubię... To jeszcze powiedz mi kiedy się urodziłaś i w której jesteś klasie.
- Urodziłam się 27 lipca, jestem w szóstej klasie.
- No to do zobaczenia.
- Do zobaczenia.

***

Na łóżku leżał oprawiony w skórę, czerwony notes. Lunarie sięgnęła po niego i przekartkowała go. Z notatnika wypadł rachunek ze sklepu Olivandera, widniał na nim napis "12 cali, łuska syreny, klon". Dziewczyna wepchnęła go między kartki pamiętnika i przerzuciła kilka kolejnych stron. Tym razem natrafiła na nieco podniszczoną kopertę, w której przyszedł do niej pierwszy list z Hogwartu. Wypisano na niej pochyłym pismem "Lunarie Wood, Londyn - Magnolia Road 36, pokój na piętrze". Przez moment patrzyła na nią, a później zerknęła na stronę, która była założona ową kopertą. Uśmiechnęła się pod nosem widząc napis "Czarna magia jest przerażająca i bardzo brutalna". Odwróciła stronę przebiegając wzrokiem po niedługim tekście.
"Mój pierwszy miesiąc w Hogwarcie minął bardzo szybko. Podoba mi się tutaj coraz bardziej, chociaż ostatnio natrafiłam na coś dziwnego. Zwiedzając kolejną pustą salę usłyszałam dziwny odgłos dochodzący z jednej z szafek. Niewiele myśląc otworzyłam ją, co było błędem, ponieważ w moim kierunku śmignęło kilkanaście pisemnych sprawdzianów, każdy z wypisanym na nim szkarłatnym atramentem, wielkimi literami "Trollem". Uciekłam z krzykiem... Teraz już wiem, że był to bogin."
Przeniosła wzrok na następną stronę.
"Ostatnio na lekcjach obrony przed czarną magią zajmujemy się bardzo ciekawym tematem. Uczymy się rzucać zaklęcie patronusa, jest ono pomocne przy walce z dementorami. Mnie udało się wyczarować go już za trzecim razem. Przybrał postać lisa. Profesor oznajmił mi, że opanowałam zaklęcia na poziomie trudnym."
Zamoczyła pióro w kałamarzu i dopisała kilka zdań.
"Mój plan zajęć:
?00000 - Wróżbiarstwo
??0000 - Mugoloznawstwo
??0000 - Starożytne runy
???000 - Latanie na miotłach
???000 - Astronomia
???000 - Historia magii
????00 - Zielarstwo
????00 - Opieka nad magicznymi stworzeniami
????00 - Numerologia
????00 - Eliksiry
?????0 - Obrona przed czarną magią
?????0 - Transmutacja
?????? - Zaklęcia i uroki
"

Zdmuchnęła z czoła grzywkę przyglądając się temu, co zapisała, wzdychając ciężko zerknęła na przyklejony na drugiej stronie list.
"Kochana Lunarie,
Uważamy z ojcem, że za dużo na siebie bierzesz, oczywiście jesteśmy z Ciebie bardzo dumni, świetnie radzisz sobie z większością przedmiotów. Jesteś prefektem i te sumy! Ale przecież nie możesz się zamęczać córeczko, może powinnaś zrezygnować z niektórych dodatkowych lekcji, chyba nie wszystkie będą Ci potrzebne w dalszym życiu. Na przykład to wróżbiarstwo, powiedziałaś, że wcale Cię nie interesuje, a jednak się na nie zapisałaś... Bardzo żałujemy, że nie przyjedziesz na święta, ciotka Margaret też jest zawiedziona. Gerard bardzo się zmartwił, że nie zobaczycie się do wakacji, myślał, że pokaże Ci jak dobrze idzie mu już gra na pianinie, nauczył się wielu kolęd i miał nadzieję, że razem pośpiewacie. Tata podejrzał też, że w swoim pokoju ukrywa zrobiony przez niego naszyjnik z makaronu, z dużym napisem "Luna", zapewne chciał Ci go dać pod choinkę... No nic, zobaczymy się kiedy wrócisz na wakacje i wtedy mu to wynagrodzisz. Trzymaj się ciepło córeczko i dbaj o siebie,
mama i tata.

PS Gerard narysował coś dla Ciebie."

Pod listem doklejony magiczną taśmą widniał obrazek przedstawiający jasnowłosą dziewczynę, która w swych palcach ściskała bukiet kwiatów, pod spodem nieco krzywymi, dużymi literami napisane było "Wesołych świąt Luna! Nie zapomnij przekazać Mikołajowi, że te fasolki wszystkich smaków są w dechę!"
Uśmiechnęła się do siebie i jeszcze chwilę patrzyła na obrazek, a później przerzuciła kolejną stronę, wśród wymalowanych na niej kwiatków i serc zapisane było "Lunarie +" drugie imię zostało zamazane "= W.N.M.". Popatrzyła chwilę na tą stronę, po czym zamknęła notes.
avatar
Administrator
Vesna de ChavesAdministrator
Female Wiek : 23
Skąd : Hiszpania
Liczba postów : 222
Zobacz profil autora http://swistoklik.forumpolish.com/t316-vesna-de-chaves
PisanieTemat: Re: Lunarie Wood  Sob Paź 27, 2012 11:27 pm

Gratulacje!
Witam Gryfonkę! ---> temat zamknęłam i przeniosłam Smile



_________________

tymczasowe role: Leonard Leister - nauczyciel OPCM'u

Lunarie Wood

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Chwyć Świstoklik i wejdź do świata pełnego czarów! :: Bohaterowie :: Tiara przydziału :: Gryffindor-