Share|

Anne Heart

Anne Heart
Liczba postów : 4
Zobacz profil autora
PisanieTemat: Anne Heart  Pon Gru 31, 2012 1:25 am


Wszystkie głosy w Wielkiej Sali umilkły, a twarze uczniów zwróciły się w kierunku profesor McGonagall, która ułożyła już na wysokim taborecie Tiarę Przydziału. Był to stary, wysłużony kapelusz, jednak wszystkie oczy wpatrywały się w niego z zapartym tchem. Szew tuż przy rondzie rozpruł się szeroko i Tiara zaśpiewała.

Choćbyś swą głowę schował
Pod pachę albo w piasek,
I tak poznam kim jesteś,
Bo dla mnie nie ma masek.
Śmiało, dzielna młodzieży,
Na głowy mnie wkładajcie,
A ja wam zaraz powiem,
Gdzie odtąd zamieszkacie.
Gdy skończyła na sali rozbrzmiała burza oklasków. Dyrektor wkrótce uciszył je delikatnym uniesieniem ręki. Profesor McGonagall odchrząknęła i rozwinęła długi pergamin, który trzymała w dłoniach. Przebiegła wzrokiem po liście, po czym wykrzyknęła.
- Anne Heart! - z tłumu pierwszoroczniaków wystąpiła dziewczynka o jasnobrązowych włosach i tego samego koloru oczach. Zdawała się być zafascynowana, nie tym co działo się przed nią, lecz nad nią. Wpatrywała się w zaczarowane niebo skupiając na nim całą swoją uwagę. Z lekkim trudem usiadła na wysokim krześle wciskając na głowę tiarę, która opadła jej aż na oczy. Ręce zadrżały jej lekko, lecz szybko zacisnęła je w pięści, aby potem położyć je na kolanach. Przed Tiarą nic nie dało się ukryć i od razu poznała, że jest to osoba nad wyraz odważna. Każdy kto choć raz rozmawiał z Anne, zdawał sobie sprawę, że jest to osóbka na swój sposób wyjątkowa. Marzycielka, tak określali ją ludzie. Naiwna, tak mówili o niej ci którym nie przypadła do gustu. Szczera, takie stwierdzenie nie raz usłyszała z ust swojego wuja. Urodzona żmija, mniej popularne przezwisko wymyślone przez tych, którym zaszła za skórę, ponieważ nie dawała sobie dmuchać w kaszę i gryzła ile sił. Ale najważniejsze chyba było zdanie przyjaciół, którzy znali ją najlepiej. Ci z kolei określali ją mianem odważnej, pomocnej i utalentowanej duszy. A co ona sama myślała o sobie? Nie była nikim wielkim, ani nikim małym. Była jedną z 7 miliardów istot na tym świecie, czuła to samo co oni. Chodziła z głową uniesioną wysoko, ale nie z powodu dumy, tą głową sięgała chmur i nieba, w którym zatracała swoje myśli na długi czas. Wyznawała zasadę, że za przyjacielem trzeba wskoczyć w ogień, inaczej jest się nic nie wartym, bo samemu na tym świecie się nic nie zdziała. Była sympatyczna, lecz dla większości ludzi wydawała się być po prostu dziwna, odizolowana od rzeczywistości. Może i tak było, jednak przez to nie miała zbyt dużo przyjaciół, a tych którzy przy niej byli, starała się trzymać blisko. W zjednywaniu ludzi nie pomagała jej też jej szczerość, przez którą narobiła sobie wielu wrogów. Szew rozdarł się ponownie, a Tiara krzyknęła.
- (dom, uzupełnia go administracja)! - pospiesznie zdjęła kapelusz i ruszyła w kierunku stołu wspólnego (nazwa domu), gdzie została powitana gromkimi brawami innych uczniów.

***

Od Ceremonii przydziału minęło już sześć lat. Przez ten czas bardzo się zmieniła. Jasnobrązową falę loków, które sięgały jej prawie do pasa, zastąpiła wściekła czerwień, a na twarzy pojawił się lekko przydymiony makijaż. Urosła, wyszczuplała, jej ciało się zaokrągliło w kobiecych kształtach. Na ustach wciąż pojawiał się ten sam marzycielski uśmiech co w pierwszej klasie. Sobotni wieczór spędzała w Pokoju Wspólnym na iście mugolskiej czynności jaką jest rysowanie ołówkiem. Ubrana była w białą bluzke z długim rękawem i szarą spódniczkę z wysokim stanem, na to miała narzuconą czarną szatę, w której uczniowe chodzili na co dzień. Oderwała się od swego zajęcia, gdy podszedł do niej jeden z prefektów domu, który na prośbę opiekuna prowadził spis uczniów zostających na święta w Hogwarcie.
- Cześć, jak się nazywasz? - zagaił wesoło.
- Anne Heart.
- Jesteś z tych średniozamożnych, czystokrwistych Heart`ów?
- Tak. Mój ojciec był aurorem, a moja matka pracowała w ministerstwie w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
- A masz jakieś rodzeństwo?
- Nie.
- Dlaczego zostajesz na święta w Hogwarcie?
- Cóż, zawsze zostaje w Hogwarcie, to taka moja własna, mała tradycja, po za tym muszę nadrobić materiał.
- Aha... Słyszałem, że jesteś dobra z astronomii?
- Tak, patrząc w niebo, czuje się tak jakbym była na swoim miejscu, tam gdzie być powinnam. Niebo odzwierciedla niesamowitą wolność i swobodę, dlatego tak bardzo lubię latać na miotle, jestem wtedy w odpowiednim dla mnie świecie. Wolnym świecie. Ale za to nie przepadam za historią magii, oczywiście historia sama w sobie jest fascynująca, lecz opowiadana przez ducha profesora Binnsa, jakoś do mnie nie przemawia.
- Też tego nie lubię... To jeszcze powiedz mi kiedy się urodziłaś i w której jesteś klasie.
- Urodziłam się piętnastego maja i jestem w szóstej klasie.
- No to do zobaczenia.
- Do zobaczenia.

***

Na łóżku leżał lekko podniszczony, szary notes. Ann sięgnęła po niego i przekartkowała go. Z notatnika wypadł rachunek ze sklepu Olivandera, widniał na nim napis "Jedenaście i pół cala, smoczy kieł, ostrokrzew". Dziewczyna wepchnęła go między kartki pamiętnika i przerzuciła kilka kolejnych stron. Tym razem natrafiła na nieco podniszczoną kopertę, w której przyszedł do niej pierwszy list z Hogwartu. Wypisano na niej pochyłym pismem "Anne Heart, Grace Street - Londyn, pokój na poddaszu". Przez moment patrzyła na nią, a później zerknęła na stronę, która była założona owa kopertą. Uśmiechnęła się pod nosem widząc napis "Czarna magia silna, starszna, niedozwolona, wyniszczająca ludzi". Odwróciła stronę przebiegając wzrokiem po niedługim tekście.
"Mój pierwszy miesiąc w Hogwarcie minął bardzo szybko. Podoba mi się tutaj coraz bardziej, chociaż ostatnio natrafiłam na coś dziwnego. Zwiedzając kolejną pustą salę usłyszałam dziwny odgłos dochodzący z jednej z szafek. Niewiele myśląc otworzyłam ją, co było błędem, ponieważ w moim kierunku śmignęło coś, czego nie powinno tu być, dwie zakapturzone postacie z różdżkami w ręku, szepczące formułkę zaklęcia niewybaczalnego. Uciekłam z krzykiem... Teraz już wiem, że był to bogin."
Przeniosła wzrok na następną stronę.
"*Ostatnio na lekcjach obrony przed czarną magią zajmujemy się bardzo ciekawym tematem. Uczymy się rzucać zaklęcie patronusa, jest ono pomocne przy walce z dementorami. Mnie udało się wyczarować go już za piątym razem. Przybrał postać chochlika.* Profesor oznajmił mi, że opanowałem zaklęcia na poziomie trudnym."
Zamoczyła pióro w kałamarzu i dopisała kilka zdań.
"Mój plan zajęć:

●○○○○○ - Historia Magii
●●○○○○ - Eliksiry
●●●○○○ - Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami
●●●○○○ - Numerologia
●●●○○○ - Zielarstwo
●●●●○○ - Latanie na miotle
●●●●○○ - Transmutacja
●●●●○○ - Zaklęcia i uroki
●●●●●○ - Obrona Przed Czarną Magią
●●●●●● - Astronomia
"


Przerzuciła kolejne strony notesu, które były zapełnione różnymi rysunkami, zrobionymi zwykłym mugolskim ołówkiem. Uśmiechnęła się do charakterystycznych fal, spieniających się tuż przy brzegu, przejechała palcami po rysunku wyczuwając bijące gorąco od piasku znad morza, wróciła do tamtych chwil myślami. Umysłem wyłapywała promienie słońca, które rozjaśniały smutek, który czuła w sercu. Gdy ona odleciała myślami w dalekie, ciepłe kraje spośród stron wyślizgnęła się kartka. Spadając na podłogę, obróciła się kilka razy wokół własnej osi, żeby zaraz wylądować miękko na dywanie. Dwójka młodych ludzi ze zdjęcia, które spadło wpatrywała się w dziewczynę z radością w oczach. Byli łudząco podobni do siedzącej dziewczyny, gdyby nie ten szkarłatny kolor włosów, Anne mogłaby spokojnie uchodzić za siostrę kobiety ze zdjęcia. Schyliła się po zdjęcie i wsunęła z powrotem do notesu, gdzie spoczęło zaraz obok wycinka z gazety "Proroka Codziennego", którego nagłówek głosił:
Kolejne ofiary
Prorok z przykrością donosi o kolejnych ofiarach Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. W noc poprzedzającą Święto Dziękczynienia, Śmierciożercy zaatakowali miasteczko czarodziejów, Aurorzy stawili się na miejscu zaraz po ataku. Walczący z poplecznikami Sami-Wiecie-Kogo aurorzy odnieśli porażające straty, zaś szwadrony Śmierciożerców zdołały kolejny raz umknąć. Wśród ofiar nie zabrakło cywili, których liczba ciągle rośnie. Jedną z ofiar jest Ted Heart, były już teraz auror w wieku 32 lat, wraz z żoną, która zaginęła w nieznanych okolicznościach zostawili małą córeczkę... Resztę artykułu zakrywała obszerna okładka notesu uniemożliwiając dalsze odczytanie magazynu. Czerwonowłosa wstała kierując się w stronę drzwi powtarzała codzienną mantrę "do odważnych świat należy".
avatar
Administrator
Vesna de ChavesAdministrator
Female Wiek : 23
Skąd : Hiszpania
Liczba postów : 222
Zobacz profil autora http://swistoklik.forumpolish.com/t316-vesna-de-chaves
PisanieTemat: Re: Anne Heart  Pon Gru 31, 2012 11:27 am

Akcept i baw się dobrze Gryfonko!
Zamykam i przenoszę - miłej gry *_*

_________________

tymczasowe role: Leonard Leister - nauczyciel OPCM'u

Anne Heart

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Chwyć Świstoklik i wejdź do świata pełnego czarów! :: Bohaterowie :: Tiara przydziału :: Gryffindor-